|
|
2009-01-27
c.d. (cz. 2)
|
Ranek przywitał go potężnym bólem głowy. Mógł jednak wstać, umyć i ubrać się. Tylko ta rana.. zawinął dłoń szmatą i naciągnął rękawice. Wyjrzał przez okiennice. Słońce już stało nad horyzontem pewnie od godziny. Niedługo wiosna – pomyślał i założył płaszcz.
Na stole leżały zwoje w ogromnym nieładzie. Pewnie tracąc przytomność musiałem je rozwalić - przeszło mu przez myśl. Usiadł na rogu łoża i zaczął przypominać sobie wydarzenia ubiegłego wieczora i wczesnej nocy. Rozum podpowiadał mu, że to oznaki przemęczenia tylko ta rana. Zbyt realna i zbyt dokładna by mógł poparzyć sobie dłoń opierając się o kominek lub zasypiając nad świecą... nie, to nie tak – myśląc rozpalał już ogień w kominku. Chłód przenikał całą komnatę czepiając się każdego odkrytego kawałka ciała. Czas udać się do wsi po prowiant.
* * *
- Powiadasz, że kraj ten jeszcze w pogaństwie się lubuje? - krępy mężczyzna w kolczudze rzekł te słowa odkładając kufel z piwem na stół – przecie tam już z dwa pokolenia jak chrzest przyjęli?
- owszem mości rycerzu tylko powiadają co po wsiach – schylił się do rozmówcy rozglądając na boki, jakby ktoś miał usłyszeć – pojawili się żercy co do starej wiary lud nawracać chcą. - Łyknął z kufla. - np., mości rycerzu tu niedaleko bo po drugiej stronie granicy leży Legnica a za nią mała wioska, ze sto ludzi będzie, mości rycerzu i w niej to takiego widzieli. - kończąc słowa przetarł rękawem resztki piany z ust.
Rycerz spoglądał tylko zamyślony na chłopa kiwając głową.
- i jeszcze mało tego naszych księży biją ponoć...
- a to skąd żeście słyszeli – przerwał unosząc prawą dłoń do krzyża zawieszonego na szyi.
- Ludzie gadają tu i ówdzie co by uważać. Ponoć w mieście – ściszył głos – tutaj trzymają tych biedaków, co ich poganie obili i połowicznie na swoją stronę przeciągnęli. Wypytują ich Ci czerwoni, Panie obym nigdy na ich drodze nie stanął – przeżegnał się z przejęciem. Rycerz przysunął głowę. - bo ponoć zwariować mieli.
- nie za dużo wiecie przypadkiem dobry człowieku? - rzekł zaczepnie
- ja tylko to co ludzie gadają powtarzam. Co mi tam do spraw księży i rycerzy. Jam biedny chłop co spokoju szuka. - spojrzał w pusty kufel. - i czasami tak z ciekawości...
- Jeszcze piwa? - Skinął na karczmarza. Ten szybko zabrał się za nalewanie z beczki choć inni klienci z niecierpliwością czekali na swoje trunki. Gdy przyniósł do stołu rycerz szybkim ruchem ręki odprawił go odbierając kufle z dłoni. Jeden postawił przed chłopem drugi przed sobą. Chłop nie zauważył, uśmiechnięty i zbyt przejęty hojnością zbrojnego jak ten oddaje poprzedni, tylko lekko upity karczmarzowi.
- zatem opowiedzcie mi na spokojnie, któż wam chłopie tych informacji udzielił. - Założył ręce na piersi i spokojnie, nie spiesząc się rozciągnął na swoim krześle.
Dwie godziny później rycerz skinął na swoich ludzi, którzy cały czas siedzieli niedaleko ubrani w czarne szaty. Ci wstali i podeszli do przełożonego.
- Zanieść mi go do lochów. Jeszcze z nim nie skończyłem. Wieśniak padł szybciej niż myślałem. Rano ocucić i przygotować do rozmów... – zamyślił się patrząc na swój pusty kufel. - musimy jeszcze dziś odwiedzić ojca przełożonego. Czekam na was za godzinę przy kościele. - Zawiązał płaszcz i naciągnął kaptur. Rzucił na stół srebrną monetę i szybkim, płynnym ruchem opuścił karczmę.
c.d.n. |
|
Komentarzy:
2
|
|
2009-01-10
cz. 1 - Przybysz
|
Pierwsze co poczuł to nagły ucisk serca i drżenie rąk. Potem nadszedł ból, agresywny i natarczywy, jakby ktoś wwiercał się w całe ciało. Blask świec w chacie był zbyt mały by mógł zauważyć postać przyglądającą się jemu z zewnątrz przez otwarte odrzwia. Powoli ból ustawał aż osłabł na tyle, że stawał się znośny. Choć umysł nadal był oszołomiony a zmysły nie do końca obrazowały rzeczywistość poczuł czyjś wzrok skupiony na sobie. Spojrzał w stronę drzwi... tak to coś stało tam i miało co najmniej dwa metry wzrostu i stało w dziwnej pozie.
- Mogę wejść? - padło pytanie wprost do umysłu a wzrok wpatrzony w gospodarza błyszczał żóltym światłem. Niechętnie skinął głową. Postać weszła głęboko pochylając się w progu. Postać... tak. Myśli błądzące w zakamarkach pamięci i wspominające stare ryciny u Żercy Swaroga przestały być już niejasne gdy obcy stanął pośrodku chaty w blasku świec, które zaczęły mocniej świecić jakby do tego zmuszone. Przerażenie sięgało już gardła lecz w nim ugrzęzło pozbawiając gospodarza wszelkich możliwości artykulacji jakiegokolwiek dźwięku... Obcy spostrzegł przerażenie i przygasił świece...
- Nie bój się mnie. Przybywam z informacją - Postać otworzyła wilczy pysk, z którego wydobył się tylko warkot. Delikatny, mroczny i głęboki, jakby dochodził z najgłębszych otchłani Nawii. Futro zalśniło srebrem w blasku pełnego Miesiąca, którego światło zaczęło obficie wlewać się do środka.
- Ciebie zwą Piołun, prawda? - z każdym słowem ból delikatnie się nasilał.
- t tak, tt o ja - gardło odmawiało posłuszeństwa
- nie chcę rzucać słów na wiatr, jesteś nam potrzebny - Piołun skulił się o mało nie spadając ze stołka. - będziesz naszym słowem, które będzie broniło naszego prawa do istnienia. Nadchodzi potężny wróg. Przybysz z zachodu... - "ból, potężny... niech on już przestanie mówić" pomyślał gospodarz. - spokojnie niedługo przestanę - Postać poznała jego myśli i ból zelżał - musisz tylko wypełnić co ci przeznaczone. Moje imię to Chors a ból będzie twoim sojusznikiem - zamyślił się przez chwilę. Światło Miesiąca osłabło. - Na mnie już pora, wybacz, ale więcej rzec nie mogę. Otrzymasz jednak dar, który pozwoli ci na wiele lecz musisz sam do tego dojść, jak go używać. Do zobaczenia, gdyż jeszcze się nie raz spotkamy.
Ból, potężny. Poczuł lepką maź na ustach. To krew. Jego krew... stracił przytomność.
Świt, który go obudził był blady i mglisty. Zimowy. Pierwsze co poczuł to piekącą dłoń a gdy na nią spojrzał zobaczył bliznę w postaci sierpu. Padał na nię blask słońca a ona sama mieniła się barwami Księżyca. Zapadł ponownie w sen.
*** (c.d.n.) |
|
Komentarzy:
3
|